Kazanie wygłoszone 10 kwietnia 2026 roku przez ks. dr Zbigniewa Kępę, Postulatora Fazy Wstępnej Sprawy Beatyfikacji Kapelanów Katyńskich, w szydłowieckiej farze św. Zygmunta, w czasie Mszy świętej celebrowanej w 86. rocznicę Zbrodni Katyńskiej. Koncelebrowanej Mszy świętej przewodniczył ksiądz proboszcz Tadeusz Mazur.
„W odczytanej przed chwilą Ewangelii usłyszeliśmy, o wspólnocie siedmiu uczniów, którzy spotkali się nad Jeziorem Genezaret. Nie było to przypadkowe spotkanie. Anioł bowiem, który ukazał się niewiastom, przy pustym grobie, powiedział, aby oznajmili Szymonowi Piotrowi, że [Jezus] podąża przed wami do Galilei, tam Go ujrzycie, jak wam zapowiedział”. Szymon Piotr i inni apostołowie, uwierzyli temu, co powiedziały kobiety, chociaż w tamtym czasie nie dawano urzędowej wiarygodności. Po nieudanym połowie, Nieznajomy polecił, aby zarzucili sieci po prawej stronie łodzi. Sieć wypełniła się rybami, a nawet je przeliczono, co świadczy o zdumieniu apostołów tak wielkim połowem, na słowo Jezusa Zmartwychwstałego.
Dziś w imię Jezusa Chrystusa tworzymy wspólnotę w tej starodawnej świątyni św. Zygmunta. Jesteśmy w tym celu, aby pomodlić się za ofiary zbrodni katyńskiej, wśród nich kapelanów katyńskich. Przypomnieniu tego, co wydarzyło się w kwietniu i maju 1940 r. w Katyniu, Twerze, Charkowie i w innych miejscach ma służyć wystawa, umieszczona na kościelnym parkanie. Nie jest to bez przyczyny. Kościół pamięta o zmarłych, modli się za nich, przypomina ich imiona i nazwiska w wypominkach i we mszach św. ofiarowanych za zmarłych. Do żarliwej modlitwy przynagla nas to, że te wszystkie ofiary nie miały pogrzebu, ich bliscy wraz z kapłanem czy duchownym innego wyznanie, nie pogrzebali zmarłych. Wszyscy oni zostali wrzuceni do dołów śmierci, zaś NKWD zrobiło wszystko, co było możliwe, aby zatrzeć ślady zbrodni i miejsca pochówku.
Na wystawie zobaczymy m.in. podobiznę ks. ppłk Edwarda Chomy, pełniącego od 1936 do rozpoczęcia wojny posługę proboszcza parafii wojskowej w Radomiu. Po wybuchu wojny dołączył do żołnierzy, którzy kierowali się na wschód, aby po przegrupowaniu stawić czoła niemieckiemu najeźdźcy. Uwięziony przez Rosjan, był przetrzymywany w Starobielsku, potem odesłany na przesłuchanie do Moskwy, by wreszcie stać się więźniem obozu w Kozielsku i ofiarą zbrodni katyńskiej.
Z Kielc pochodził Jan Józefat Potocki, który za działalność niepodległościową został zesłany na Syberię, dostał się do Stanów Zjednoczonych, gdzie prowadził działalność na rzecz niepodległości Polski. Został pastorem Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, wrócił do Polski z dwoma córkami i został naczelnym kapelanem Kościoła Ewangelicko-Reformowanego. Nie ma go na wystawie, ale pamiętamy o nich. Jego losy bowiem złączyły się z losami ks. Edwarda Chomy. Obaj przed Wigilią Bożego Narodzenia, z innymi jeszcze kapelami zostali wyłączeni spośród więźniów i przetrzymywani osobno. Ks. Choma w kartce, którą wysłał z obozu 22 lutego 1940 r. napisał m.in.:
Ja jestem zdrowszy niż kiedykolwiek, chociaż doszło tam [do] małej przepukliny. Jem wszystko – zajęcia też nie mam żadnego – jak to w niewoli, gram w szachy, piszę tym miałkim brzozowym piórem…(…) i piorę bieliznę. Kiedy stąd wyjdę nic mi nie wiadomo. Kochana C.[elino] pójdź z tą kartką na ulicę Trębacką 9 m 4 do Pani Marii Potockiej i powiedz jej że jej mąż Jan zgadza się na to, o czem ona w swoich kartkach ze stycznia do niego pisała. Na tym chyba skończę – gdy palę w piecu myślę o Was czem wy palicie w piecach – pamiętam bowiem że nie mieliście czem.
Ta Maria Potocka, to żona pastora Jana Józefata Potockiego. Wojna, niewola złączyła ich ze sobą. Ks. Edward Choma, poprosił swoją znajomą, aby wyświadczyła przysługę i przekazała wiadomość, że jej mąż, pastor Jan, zgadza się na to o czym w swoich kartkach adresowanych do obozu pisała. A prosiła o zgodę na wyjazd do Stanów Zjednoczonych wraz z dwoma córkami pastora. I rzeczywiści, wykorzystując znajomości, Marii Potockiej udało się jej wyjechać z Warszawy i z pewności ocalić swoje życie i życie dziewczynek.
Na zbrodnię katyńską powinniśmy patrzeć nie tylko przez pryzmat utraty życia przez polskich jeńców wojennych. Należy patrzeć poprzez łzy, cierpienia i krzywdę rodzin; ich rodziców, żon i dzieci.
Jako ludzie wierzący zauważamy motywację religijną tych jeńców, którzy najpierw wyruszyli na front, aby bronić Ojczyzny – bo przecież tego nakazuje miłość do Ojczyzny. W obozach wiara i modlitwa była dla zdecydowanej większości siłą, aby przetrwać i nie załamać się, aby nie ulec namowom i nie podpisać współpracy z NKWD.
Wśród innych zdjęć na wystawie, jest też podobizna ks. mjr. Jana Leona Ziółkowskiego. Wielkanoc w 1940 r. przypadała 24 marca. Wywózki z Kozielska zaczęły się od 7 marca, czyli był to już czas Wielkiego Postu (Środa Popielcowa wypadała wtedy 7 lutego). Ks. Ziółkowski, chociaż był obozowy zakaz prowadzenia działalności duszpasterskiej, spowiadał chętnych, a było ich wielu. Po kryjomu sprawował Msze św. w tym Mszę św. w Święto Zmartwychwstania Pańskiego, podawał Komunię św. Komunikanty i hostie wypiekała w warunkach konspiracyjnych jedyna kobieta uwieziona w Kozielsku, pilot Janina Lewandowska. I tak ten kapłan przygotowywał, nie wiedząc o tym, jeńców oficerów na szczególną ich paschę, jaką było zakończenie życia, w wyniku rozstrzelania i przejście do wieczności.
Proszę Was o chwilę zadumy przy wystawie. I przede wszystkim o modlitwę za wszystkich pomordowanych w zbrodni katyńskiej. Jako postulator fazy wstępnej sprawy beatyfikacji 29. Kapelanów Katyńskich, proszę o modlitewne wsparcie mojej działalności.” /ks. Zbigniew Kępa/
Fot. Marek Sokołowski












