Relacja z pielgrzymowania w dniach od 3 do 10 lipca na trasie z Warszawy do Częstochowy, dystans przebyty to ok 335 km.
W dniach 3-10 lipca 2025 roku wybrałem się na pielgrzymkę rowerową na Jasną Górę Warszawską Drogą Świętego Jakuba. Było to moje pierwsze doświadczenie z taką formą pielgrzymowania, co więcej pierwszy raz pokonywałem takie duże odległości rowerem wraz z bagażem. Pierwotnie chciałem jechać całość wytyczonym szlakiem Warszawskiej Drogi Świętego Jakuba, jednak trudy jazdy rowerem po polnych oraz leśnych i często mocno piaszczystych drogach, a także ogólny brak doświadczenia kolarskiego zweryfikowały moje zamierzenia w trakcie jazdy i w jakimś procencie drogi wybierałem bardziej przyjazne terenowo opcje asfaltowe. Z racji, że trasa Warszawskiej Drogi Świętego Jakuba wytyczona jest dla pielgrzyma pieszego, to nie wybiera ona prostej drogi a raczej ładną oraz bogatą w zabytki związane ze Świętym Jakubem oraz Matką Bożą. Jadąc samemu, z uwagi na bezpieczeństwo (potencjalna kradzież roweru) nie mogłem też w trakcie dnia zwiedzać kościołów i miejsc zabytkowych. Fakt ten, mimo zubożenia wrażeń na trasie, pozwolił łatwiej i bez żalu modyfikować trasę. Dlatego też, z założonej pierwotnie pielgrzymki Warszawską Drogą Świętego Jakuba stała się ona w zależności od dnia bardziej lub mniej pielgrzymką śladem Warszawskiej Drogi Świętego Jakuba.
Dzień Pierwszy, 3 lipca 2025
Warszawa – Miedniewice 80 km
Warszawa Wesoła, Mokotów, Ochota, Ożarów, Błonie, (bez Niepokalanowa), Szymanów, Guzów, Miedniewice
Był to dzień trudny, upalny, jazda na otwartym terenie. Po starcie o 6.30 spod swojego mieszkania w Warszawie – Wesołej do Ożarowa, po wyrwaniu się ze zgiełku Warszawy, wszystko wyglądało optymistycznie. Jednak potem sytuacja zaczęła się komplikować z powodu zmęczenia, braków kondycyjnych a w szczególności problemów, mówiąc eufemistycznie, z siedziskiem (to był największy problem całej drogi). W Rokitnie podjąłem decyzję, że jeśli chcę dotrzeć na godzinę 18.00 do Miedniewic na ustalony nocleg, to muszę skrócić trasę i niestety pominąłem Niepokalanów. Gościna w Miedniewicach u Sióstr Klarysek okazała się bardzo serdeczna i pozwoliła mi nabrać siły na dzień następny i zregenerować nieprzystosowany organizm po 80 km drogi.
Dzień Drugi, 4 lipca 2025
Miedniewice – Rawa Mazowiecka 42 km
Miedniewice, Budy Grabskie, (bez Skierniewic), Ruda, Samice, Trzcianna, Stara Rawa, Nowy Dwór, Kurzeszyn, Niwna/Rawa Mazowiecka
Etap był zdecydowanie bardziej przyjazny niż poprzedni, z racji terenów lesistych i zacienionych. Można by określić go jako urokliwy, dający dużo radości z pielgrzymowania. Rano udało mi się zwiedzić Sanktuarium Świętej Rodziny oraz poznać historię cudu z XVII wieku i wydarzeń z nim związanych. Po sanktuarium oprowadził mnie jeden z braci Franciszkanów. W trakcie jazdy podjąłem decyzję o pominięciu Skierniewic oraz ścieżek polnych za Kurzeszynem , gdzie mógłbym zakopać się rowerem w piasku. Pozwoliło to zaoszczędzić kilka kilometrów i dotrzeć do miejsca noclegowego (Hotel Arkada) przed Rawą Mazowieckiego o przyzwoitej porze.
Dzień Trzeci, 5 lipca 2025
Rawa Mazowiecka – Smardzewice 53 km
Rawa Mazowiecka, Chociw, Rzeczyca, Glina, (bez Łęgu i Poświętne), Glina, Inowłódz, Brzustów, Sługocice, Smardzewice
Rankiem po śniadaniu i wytyczeniu trasy drogami asfaltowymi na Inowłódz ruszyłem w dalszą pielgrzymkę. Odzywały się już trudy dni poprzednich, ale też ujawniały się wady jazdy drogami uczęszczanymi przez tiry i liczne samochody (było dość niebezpiecznie). Za Rzeczycą zamiast lewo na Łęg i Poświętne odbiłem na drogę rowerową w prawo, aby dotrzeć w miarę możliwości szybko do Inowłodza. Za Inowłodzem trzymałem się w zasadzie Warszawskiej Drogi Świętego Jakuba i leśną trasą przed Smardzewicami dotarłem do celu dnia, czyli do noclegu (Centrum Molo) nad Zalewem Sulejowskim. Mimo, że Smardzewice to miejscowość przede wszystkim wypoczynkowa, w lecie pełna wczasowiczów, to zaraz na początku wsi znajduje się klasztor Ojców Franciszkanów z XVII wieku.
Dzień Czwarty, 6 lipca 2025
Smardzewice – Piotrków Trybunalski 30 km
Smardzewice, Swolszewice Duże, Bronisławów, Golesze Małe, Koło, Piotrków Trybunalski
Z uwagi na niedzielę, chciałem dotrzeć do Piotrkowa Trybunalskiego, tuż w okolicach południa, aby na godzinę 15.00 udać się na Mszę Świętą Wszechczasów (Trydencką) do Kościoła Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny mieszczącego się przy ulicy Krakowskie Przedmieście 29. Dzień, mimo trasy liczącej tylko 30 km, okazał się dość kryzysowy. Trasa po lesie nad Zalewem Sulejowskim okazała się nieprzejezdna dla rowerów oraz pełna „latających kleszczy”. Musiałem szybko skorygować plan, zmieniając drogę na asfaltową i dróżki wiejskie. Udało mi się na szczęście dotrzeć na miejsce noclegu (B&B HOTEL Piotrków Trybunalski) o przyzwoitej porze, zdążyć na Mszę Świętą oraz zwiedzić nieco Piotrków Trybunalski, który okazał się zaskakująco ładnym miastem. Koniec dnia zaburzyła nieco informacja o zbliżającym się niżu genueńskim i zapowiadanych wielodniowych intensywnych opadach deszczu począwszy od poniedziałku, co prognozowało dość radykalną zmianę aury: zamiast upałów ulewy.
Dzień Piąty, 7 lipca 2025
Piotrków Trybunalski – Przedbórz 52,5 km
Piotrków Trybunalski, Sulejów, Paskrzyn, Ręczno, Bąkowa Góra, Kalinki, Korytno, Przedbórz
Chcąc uniknąć deszczu, wyruszyłem wcześnie rano. Mimo obaw, z racji ochłodzenia jazda okazała się lżejsza i przyjemniejsza. Ponadto zmodyfikowałem ułożenie bagażu, chowając mały plecak do sakwy rowerowej, co zdecydowanie poprawiło komfort jazdy, a mięśnie nóg po niedzielnym kryzysie wydawały się już bardziej przyzwyczajone do roweru. Sytuację można określić jako zdobycie pierwszego stopnia doświadczenia w pielgrzymowaniu rowerem. Do Sulejowa jechałem trasą wytyczoną przez twórców Warszawskiej Drogi Świętego Jakuba i za nim kontynuowałem trasę Camino do Paskrzyna, skąd z obawy przed drogami piaszczystymi odbiłem asfaltem na Ręczno i Bąkową Górę. Za Bąkową Górą wybrałem szlak rowerowy przez Kalinki i Korytno i tuż przed małą burzą dotarłem popołudniu do Przedborza, gdzie nocowałem w Restauracji Parkowa.
Dzień Szósty, 8 lipca 2025
Przedbórz – Święta Anna 43 km
Przedbórz, Sokola Góra, Wielgomłyny, (bez Bukowej Góry, Stanowisk i Krzętowa), Silnica, Żytno, Cielętniki, Dąbrowa Zielona, Święta Anna
Wedle złowrogich prognoz, w ten dzień ulewy i burze miał się pojawić po godzinie 13.00. Ruszyłem zatem „z kopyta” rankiem po śniadaniu od razu na Wielgomłyny po zachodniej stronie Pilicy, rezygnując z drogi przez Bukową Górę, Stanowiska i Krzętów. W Silnicy z obawy przed piaszczystymi drogami, odbiłem na Żytno, Sekursko oraz Cielętniki i po dotarciu do Dąbrowy Zielonej stoczyłem wyścig z czarną chmurą przybywając trasą Camino do klasztoru Dominikanek w Świętej Annie na nocleg. Zostałem miło przyjęty i ugoszczony przez gospodynie miejsca Siostry Dominikanki oraz zaopiekowany przez ojca Wojciecha OP, jednego z kapelanów miejsca. Podobnie jak klasztor w Klarysek Miedniewicach, jest to bardzo ładny, historycznie ciekawy i warty polecenia przystanek dla pielgrzymów.
Dzień Siódmy, 9 lipca 2025
Święta Anna – Częstochowa/Jasna Góra 33,5 km
Święta Anna, Smyków, Mokrzesz, Mstów, Częstochowa/Jasna Góra
Ostatni dzień pielgrzymiej jazdy rowerem przywitał mnie ulewnym deszczem, który czasem się zmniejszał, a to znowu zwiększał. Po śniadaniu towarzyszyłem Ojcom Dominikanom w Jutrzni i Godzinie Czytań. Następnie naiwnie oczekiwałem na jakieś okienko pogodowe, ale ostatecznie ruszyłem na ostatnie ponad 30 km drogi. Z uwagi na fakt, że Warszawska Droga Świętego Jakuba jest wytyczona blisko Warty, to nie chcąc ryzykować natknięcia się na zalane tereny i konieczność zawracania, za Wolą Mokrzeską wybrałem jazdę drogą asfaltową nr 786 przez Mokrzesz, aż do Mstowa. A następnie przez Mirów dotarłem do Częstochowy i na Jasną Górę. Po zakwaterowaniu u Sióstr Betanek, rozpocząłem suszenie ubrań, a następnie poszedłem do Klasztoru Jasnogórskiego na modlitwę pod cudownym obrazem Matki Bożej Częstochowskiej. Wieczorem udałem na Apel Jasnogórski.
Dzień Ósmy, 10 lipca 2025
Częstochowa/Jasna Góra – Warszawa (pociąg z przewozem rowerów)
W dzień powrotu pociągiem do Warszawy rankiem udałem się do Kaplicy Cudownego Obrazu Czarnej Madonny Matki Bożej Częstochowskiej, a w następnej kolejności do kościoła św. Jakuba Apostoła. Przed południem po spakowaniu się poszedłem na dworzec PKP i wczesnym popołudniem zapukałem do drzwi swego mieszkania w Warszawie. Tak oto zakończyła się moja pielgrzymka, która miała charakter dziękczynny, za otrzymane w życiu od Pana Boga wszelkie Łaski oraz za Opiekę i Wstawiennictwo Matki Bożej.
Podsumowując, zaletą pielgrzymowania rowerem jest większa wydajność kilometrowa. Ponadto mając mniej wolnego czasu, można przejechać konkretny odcinek drogi i w kilka dni (ja jechałem 7, ale spokojnie można w 5 dni) pokonać ponad 300 km. Na tym jednak główne zalety roweru się kończą, a wady takiego pielgrzymowania też są liczne. Po pierwsze wytyczona trasa niejednokrotnie, z uwagi na warunki terenowe, nie pozwala na swobodne przemieszczanie się. Wymusza to korektę planu drogi na bardziej asfaltową i utwardzoną. To zaś powoduje zubożenie wrażeń pielgrzymkowych, z powodu pominięcia potencjalnych miejsc, które można by było spotkać po drodze. Ponadto przy samotnym pokonywaniu trasy rowerem niezbyt bezpiecznie jest zwiedzać np. napotkane kościoły (kłopot z odpowiednim zabezpieczeniem roweru), natomiast podczas marszu nie ma z tym problemu. Dolegliwości fizyczne (pielgrzymów rowerzystów) są usytuowane w innych miejscach ciała, ale też podobnie jak kontuzje nóg/stóp pielgrzyma pieszego często destabilizują tempo pokonywania kilometrów.
Jeśli chodzi o samą Warszawską Drogą Świętego Jakuba, jest ona ciekawie wytyczona i dość urozmaicona. Gdybym klasycznie szedł tą trasą (a być może kiedyś pójdę), to pominąłbym Warszawę i zaczął w Niepokalanowie, co pozwoliłoby przy starcie w poniedziałek dotrzeć na spokojnie do Częstochowy po 10-11 dniach wędrówki, czyli na kolejny piątek/sobotę idąc zgodnie z wytyczoną trasą oraz poświęcając czas na zwiedzenie poszczególnych miejsc związanych ze Świętym Jakubem i Matką Bożą.
Zdj. Szymon Pilarz




































